full screen background image

O urodzie w teatralnym świecie – rozmowa z Katarzyną Dorosińską

27 marca to Międzynarodowy Dzień Teatru – święto wszystkich emocjonalnych ludzi, bo teatr to dom emocji. W nim szczególne miejsce zajmuje piękno, zarówno to ukryte jak i to widoczne na pierwszy rzut oka. Do rozmowy na ten delikatny temat wybrałam Katarzynę Dorosińską, aktorkę której uroda nie jest jedynym atutem.

Czy potencjał i piękno to zgrany duet? Bez wątpienia, ale kobietom obdarzonym taką parą cech nie jest łatwo. Zwłaszcza w świecie teatru, gdzie urodziwym aktorkom trudno jest uciec przed zaszufladkowaniem . – Musiałam stoczyć wielką walkę z postrzeganiem mojej osoby jako uroczej dziewczyny, która w ocenie innych dostała się do szkoły teatralnej, prawdopodobnie dlatego, bo jest ładna – mówiła Katarzyna Dorosińska, absolwentka krakowskiej PWST, od lat związana z Teatrem im. Jana Kochanowskiego w Radomiu.

– Oprócz urody jednak liczy się talent i przede wszystkim predyspozycje zawodowe. Teraz państwo możecie sami ocenić, czy mam potencjał i czy daję radę z aktorstwem. Faktycznie bardzo mnie to denerwowało przez pewien czas, że muszę udowadniać, że jestem nie tylko piękna, ale też zdolna. To walka, którą toczę do dzisiejszego dnia, chociaż bitwy te są już mniej krwawe. Teraz mam poczucie własnej wartości i mniej mnie dotykają pewne komentarze związane z moim wyglądem, bo wiem na co mnie stać – podkreślała aktorka.

Katarzynę Dorosińską stać bez wątpienia na wiele. Na swoim koncie ma różnorodne role, którymi zachwyca niewymuszoną naturlanością i wrażliwością. Na myśl przychodzi choćby tytułowa „Anna Karenina”, spektakl będący w repertuarze radomskiego teatru. Do tego liczne musicale, farsy i oczywiście dramaty stanowiące wyzwanie zarówno dla publiczności jak i samej aktorki. Katarzyna Dorosińska temu wyzwaniu stawia czoła z wdziękiem i zaangażowaniem. Efekty jej pracy można podziwiać w Radomiu i w Warszawie – w Teatrze Narodowym. Opornym mieszkańcom naszego miasta, którzy jeszcze nie widzieli Dorosińskiej na scenie polecam nomen omen „Seks dla opornych”. Przedstawienie uniwersalne, które oprócz urody i potencjału wydobywa z aktorki niespożyte pokłady energii. 

Komentarze