full screen background image
Search

Porażka HydroTrucku ze Startem



W meczu 2. kolejki nowego sezonu Energa Basket Ligi HydroTruck Radom przegrał na własnym parkiecie 66:77 ze Startem Lublin. Dla podopiecznych trenera Roberta Witki to druga porażka w obecnych rozgrywkach.

Początek meczu należał zdecydowanie dla gości. Po celnym rzucie Laksy, Start prowadził już 7:2. Następnie lublinianie powiększyli przewagę – na tablicy wyników widniało 20:10 dla ekipy trenera Dedeka. Na szczęście, radomianie „otrząsnęli się” i do przerwy przegrywali „tylko” czterema oczkami (21:25).

Druga kwarta, to kontynuacja (względem końcówki pierwszych 10 min.) dobrej gry HydroTrucku. Podopieczni Roberta Witki doprowadzili do wyrównania (32:32), ale Start znów przyspieszył i prowadził (41:36). Dobra końcówka i rzut Lindboma wraz z końcową syreną, sprawił jednak, że do przerwy nasz zespół przegrywał 42:44.

Druga połowa rozpoczęła się bardzo dobrze dla radomian, bowiem po celnej „trójce” bardzo dobrze grającego Camphora, gospodarze wygrywali 53:50. Następnie mieliśmy bardzo dużo niedokoładności z obu stron. Przed ostatnią „ćwiartką” Start miał minimalną przewagę (57:55).

Na otwarcie ostatniej kwarty, goście byli skuteczniejsi i po rzucie Borowskiego, prowadzili 63:55. Wynik próbował „gonić” Obie Trotter (60:65). Gorzej jednak prezentował się Camphor, który pierwszą połowę miał świetną. „Kluczowej” trójki nie trafił również Piechowicz… Wykorzystwali to goście, a konkretniej skuteczny Lemar (64:73). Radomianie oczywiście walczyli, ale nie trafiali do kosza przeciwnika i ostatecznie przegrali 66:77.

Tabela – tutaj.

W następnej kolejce radomianie zagrają u siebie z BM Slam Stal Ostrów Wielkopolski. Spotkanie rozegrane zostanie w sobotę (12 października) o godz. 19.

HydroTruck Radom – Start Lublin 66:77 (21:25, 21:19, 13:13, 11:20)

HydroTruck: Piechowicz 5, Camphor 18, Trotter 16, Lindbom 10, Odigie 6 oraz Bogucki 9, Wall 2, Zegzuła.

Start: Borowski 14, Carter 8, Taylor 12, Lemar 23, Laksa 16 oraz Dziemba 4, Pelczar, Jarecki, Szymański, Jeszke.

Komentarze