Wywiad z Grzegorzem Damięckim

Kim tak naprawdę jest Marian (Grzegorz Damięcki)? Facetem do towarzystwa i seksualnym guru, z którego usług korzysta połowa kobiet w stolicy? Coachem o kontrowersyjnych metodach? A może – po prostu – sprytnym oszustem uwodzącym płeć przeciwną? Oto zagadka, z którą – w komedii „Podatek od miłości” – będzie musiała zmierzyć się ambitna inspektor podatkowa Klara (Aleksandra Domańska). Czy nieustępliwa urzędniczka zdoła znaleźć odpowiedź, zanim sama wpadnie w miłosne sidła Mariana? I czy jest przygotowana na to, by po raz pierwszy w życiu stracić nad czymś kontrolę? „Podatek od miłości” w kinach od 26 stycznia.

„MARIAN ZNAJDUJE WIELKĄ MIŁOŚĆ W NAJMNIEJ OCZEKIWANYM MIEJSCU”

Rozmowa z Grzegorzem Damięckim, filmowym Marianem.

„Podatek od miłości” to pierwszy film, w którym zagrał Pan główną rolę. I od razu wcielił się w amanta, choć nieoczywistego.

Muszę przyznać, że mój bohater, Marian Wydrzycki, jest mi szczególnie bliski. To optymista, który mimo upływu czasu i życiowych perturbacji, wierzy, że ludzie mogą być dobrzy, a w życiu wszystko kończy się szczęśliwie. W momencie, w którym go poznajemy, ma już za sobą kłopoty finansowe i osobiste. Jest też w dość niebezpiecznym wieku dla mężczyzny – gdzieś między czterdziestką a pięćdziesiątką. Intuicja wtedy często zawodzi i przychodzą do głowy różne szalone pomysły. Marian czeka na coś spektakularnego, coś, co odmieni jego życie. Jednocześnie nie widzi tego, co ma najbliżej. Sam przez lata czekałem na przełomowy moment w życiu, dlatego przygotowując się do roli, korzystałem z własnych doświadczeń. Coś, czego wypatrywałem na horyzoncie, wydarzyło się blisko mnie. Marian znajduje wielką miłość w najmniej oczekiwanym miejscu.

Miejsce, w którym spotyka pierwszy raz oficjalnie Klarę jest, delikatnie mówiąc, mało romantyczne.

Urząd skarbowy! Marian spodziewa się, że spotka tam kogoś, kto sprowadzi na niego poważne kłopoty finansowe, a tymczasem to właśnie tam znajduje uczucie.

Zaskakujący jest nie tylko kontekst, w jakim pojawia się para bohaterów. Oni zupełnie do siebie nie pasują! Klara jest skuteczną i konkretną urzędniczką, a Marian humanistą i romantykiem.

Uważam, że związki, w których ludzie są tak od siebie różnią, są najciekawsze. Są trudne, ale gdy para się już „dotrze”, potrafi przetrwać najpoważniejsze życiowe problemy. Oczywiście, istnieją szczęśliwe małżeństwa lekarzy, naukowców czy archeologów, które poznały się na studiach i które od początku łączy wielka wspólna pasja. Niezależnie od tego, jak kochamy swoją pracę, dom powinien być azylem, w którym możemy rozmawiać na zupełnie inne tematy. Związek Klary i Mariana źle rokuje: ona go jednocześnie i drażni, i fascynuje. Mój bohater nie rozumie, czego „ta baba” od niego chce, dlaczego jest aż tak złośliwa. Chce się o niej dowiedzieć czegoś więcej. W końcu bez tych utarczek, polemik i spotkań nie jest już w stanie żyć.

Dostrzega w niej coś więcej. Klara nie jest typową złośliwą urzędniczką, ona jest w pełni przekonana, że naprawia świat, że jest kimś w rodzaju szeryfa w spódnicy.

Marian dostrzega w niej poturbowanego, piekielnie samotnego człowieka. To ich zbliża do siebie. Żadne z nich nie spodziewa się nawet, ile mogą sobie nawzajem ofiarować. Ile miłości mogą sobie nawzajem dać. „Podatek od miłości” to film o ludziach myślących i wrażliwych, po przejściach, i z myślą o takich widzach też go robiliśmy. Pokazuje też, że wszystko zawsze może się zmienić na lepsze.

Marian to idealny amant. Z pozoru zawadiaka, ale w głębi duszy dobry i porządny człowiek. To bohater, jakiego widywaliśmy w starych filmach.

Jestem miłośnikiem kina, w którym roi się od herosów, którzy dają prawdziwe oparcie innym. Robert Redford, Harrison Ford czy Al Pacino grali szereg takich ról. Myślałem o nich, pracując nad tą rolą. Zadawałem reżyserowi mnóstwo pytań dotyczących Mariana, co Bartek cierpliwie znosił. Chciałem poznać wady i słabości mojego bohatera, pokazać, że z pozoru smutny człowiek, który na niewiele w życiu liczy, może rozkwitnąć. Dużo przy tym rysowałem, jak to ja.

Ciekawa metoda aktorska. Co Pan rysował?

Gdy intensywnie myślę o postaci, mażę po scenariuszach. A to naszkicuję oko, a to twarz i często wtedy mi coś przychodzi do głowy. Na przykład, najpierw narysowałem mojego bohatera z poważną miną. Możliwe, że nie uśmiecha się, bo miał beznadziejne dzieciństwo albo nikt go tego nie nauczył, a on wyrósł na smutnego człowieka, który na starość będzie pomarszczony. Z każdą kolejną stroną scenariusza „Podatku od miłości” naszkicowany przeze mnie Marian był pogodniejszy. W końcu uśmiechał się od ucha do ucha.

Ale nawet najbardziej staranne przygotowanie do roli w komedii romantycznej na niewiele się zda, jeśli między grającymi główne role aktorami nie ma chemii. Jak było w przypadku Pana i Aleksandry Domańskiej?

Na początku trudno. Brało się to z tego, że nie znaliśmy się wcześniej, a do tego byliśmy stremowani przed wejściem na plan. Dostaliśmy świetny scenariusz i czuliśmy ciążącą na nas odpowiedzialność. Wiedzieliśmy, że „musimy” się polubić, a ponieważ oboje nie mamy łatwych charakterów, szło opornie. Paradoksalnie, świetnie to wpłynęło na naszą filmową relację. Marian i Klara też musieli przełamywać lody. Udało nam się –  i w kinie, i prywatnie – dojść do pełnego uśmiechu.

Grzegorz Damięcki – Marian

Urodził się w 1967 roku w Warszawie. Ukończył Wydział Aktorski w Akademii Teatralnej w Warszawie. W filmie debiutował roku później – w „Szwadronie” Juliusza Machulskiego. Zagrał niewielkie role u Stevena Spielberga, Jana Jakuba Kolskiego i Jerzego Antczaka. Damięcki jest też popularnym aktorem serialowym – wystąpił między innymi w „Belfrze”, „Watasze”, „Czasie honoru”, „Pakcie” oraz „Bodo”. Jest aktorem warszawskiego teatru Ateneum.

Wybrana filmografia:

2018 „Podatek od miłości”
2018 „Atak paniki”
2016 „Bodo”
2016 „Po prostu przyjaźń”
2007 „Futro”
2006 „Jasminum”
2003 „Pornografia”
2002 „Chopin. Pragnienie miłości”
2000 „Daleko od okna”
1993 „Lista Schindlera”
1992 „Szwadron”

„Podatek od miłości” w kinach od 26 stycznia.

Foto: Robert Pałka

 

 

 

Komentarze